Weekend, sobota, za oknem słońce daje w palnik na pełnej. Z
tego wszystkiego japa sama się człowiekowi cieszy. Przygotowując śniadanie
uznałem nie siedzieć w ciszy, są momenty kiedy bardzo mi ona przeszkadza.
Jednak po „własną” muzykę też nie chciało mi się iść do drugiego pomieszczenia,
bo wiedziałem, że skończy się to przekopaniem każdego jednego mebla szukając
kabla aux. Padło na radio, nawet nie wiem jaka to stacja, zwykle nie słucham
komercyjnych stacji radiowych ze względu na godzinne playlisty. Po kilku
sucharach osób prowadzących doczekałem się muzyki i tutaj zaczęło się kino.
Według mojego założenia, poranne audycje radiowe powinny być jak kubek kawy czy
ćwiczenia, czyli jakie? Powinny nas napompować pozytywną energią której starczy
nam na cały dzień. Ku mojemu zdziwieniu playlista klarowała się mniej więcej w
stosunku 3:1. Trzy smutne, depresyjne piosenki Polskich wokalistek o złamanym
sercu, zdradzie, rozstaniu, ku*wa ataku kosmitów i aż jedna pozytywna piosenka.
Panowie radiowcy, o co chodzi? Chcecie żeby ludzie skakali sobie do gardeł albo
chociaż pokazywali sobie nawzajem jak bardzo mają się w dupie? Jeśli tak to
jesteście na dobrej drodze. Chyba, że wszyscy eksperci pracujący w tych
stacjach nie mają pojęcia o psychologicznym wpływie muzyki na człowieka. Jeśli
tak jest, to ja bardzo chętnie przyjmę ciepłą posadę w radiu.
Żeby tego było mało, od 6:30 panowie z kosiarkami wjechali w
trawniki na moim podwórku. Szczerze współczuję wszystkim którzy planowali
pospać dłużej. Serdecznie pozdrawiam inne ranne ptaszki.
Moja propozycja na rano:
U2 - Beautiful Day
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz