Ostatnio wychodząc z siłowni udałem się do flagowego
supermarketu żeby kupić sobie twaróg. Były to godziny wieczorne więc oczywiście
w środku ruch jak w młynie, ku mojemu zdziwieniu nie byłem jedyną osobą z torbą
treningową na ramieniu. Naliczyłem około ośmiu dziewczyn, początkowo zajarałem
się tym widokiem. Jednak z każdą następną minutą traciłem coraz więcej wiary w
te dziewczyny. Pierwsza sztuka stała przy lodówce z „sałatkami” trzymając w
ręce białe pieczywko. Chęć trzymania diety, sztos, szanuję, ale skarbie!
Warzywa jemy świeże, najlepiej w surowej postaci ale nie bo po co, lepiej kupić
gotową sałateczkę w której 80% składu to środki E-18x. Tak bardzo dieta! Jeśli
chcesz dorobić się raka i schudnąć dzięki czarowi chemioterapii to jesteś na
odpowiedniej drodze. Idąc dalej natknąłem się na dwie małolatki które bardzo
przyciągnęły moją uwagę. Oczywiście na nogach butki do biegania, dresy i
jeszcze mokre włosy więc trening lub prysznic był bardzo intensywny. Zaczęło
się od dialogu przy napojach, było coś w stylu:
-co bierzesz?
-coca cole
-ja chyba wezmę wodę
-weź przestań, ona nie ma smaku.
Ale też nie ma tony cukrów które nie pomogą Ci w budowaniu
letniej sylwetki, już nie wspomnę, że zaczynając teraz na milion procent nie
zdążysz do wakacji. Przerażony poszedłem do kasy mając nadzieję szybko wyjść
żeby już nic więcej mnie nie załamało i co? Pizda. Przy kasach wysypane pięćset
kilogramów kultowych „michałków” przy których znalazła się wcześniej wspomniana
bohaterka od coli. Tym razem garścią pakowała cukierki do woreczka bo „przecież
po takim wysiłku się jej należy”.
Dziewczyny, błagam, litości! Wiem, że nie wszystkie
jesteście takie same bo instagram pokazuje, że potraficie. Ale kryste panie,
jak tak można? Gdzie jest samozaparci?
Ps. Róbcie przysiady, I beg y’all!








